17 stycznia 2015

Myśl 51

- Ty jesteś dla niego jak Słońce. On może być jakąś dalszą planetą, ale to i tak wszystkie krążą wokół ciebie i ty jesteś najjaśniejsza.

Chwilami mam wrażenie, że jestem jakimś małym, nieważnym księżycem, który jest kolejnym do kolekcji. Niczym 67 księżyców Jowisza, wiruje wokół wielkiej masy, niewidoczna gołym okiem.
Było mi ostatnio dane widzieć go w całej okazałości. Olbrzymią gazową kulę, wokół której kręci się ogrom mniejszych kuleczek. Widoczne były tylko cztery, co i tak wprowadziło mnie w zachwyt.
I ja, mała ja. Porównana dziś do Słońca.. Olbrzyma, jeszcze większego, jeszcze ważniejszego.
Nie wiem czy czuję zachwyt, czy wstyd..
Ale porównanie trafne.
Jestem dla Niego jak życiodajne Słońce..
Beze mnie umrze w katuszach i ciemności.
Hej! Jestem Słońcem! O.O

6 stycznia 2015

Myśl 50

No i dobiłam 50-tki. Kto by pomyślał, że aż tyle postów uda mi się spłodzić. Cóż, wena nie odpuszcza tylko w jałowych tekstach, a tam gdzie jest potrzebna, na przekór ucieka spod palców.
Czuję się coraz gorzej, a winno być odwrotnie. Przecież wszystko robię prawidłowo. Jem więcej zieleniny, rano krótka rozgrzewka, piję wystarczającą ilość napojów i staram się motywować do działania. Zamiast lepszej mnie, dostaję beznadziejność i skomlenie z powodu bólu wszystkiego. Robię coś nie tak? Przecież staram się obudzić z tego pieprzonego letargu. Dać upust pieprzonym humorom. Nie mam siły na nic. Jestem wypompowana i najchętniej schowałabym się pod kołdrę i wtuliła się w słodkawy zapach, mieszankę goryczy laski wanilii i opium, w mieszankę cierpienia i ekstazy.
A może właśnie w tym zapachu znajdę motywację? Może właśnie on spowoduje, że zacznę żyć, egzystować na prawdę. Niech znowu owieje mnie swoją wspaniałością, bo pragnę go, niczym narkoman pragnie pełnej strzykawki. Jestem ćpunem. Ćpunem na głodzie.

1 stycznia 2015

Myśl 49

Gdybym chciała podsumować ten rok, było by tyle pisania.. Tyle się działo. Chyba zbyt leniwa na to jestem. Chociaż spróbuję..

Rok zaczął się w Sylwestra. Dokładnie 366 dni temu. Z paczką, z którą, w większości, wylądowałam i na tegorocznym Sylwestrze. Kogoś jednak zabrakło. Chyba już w 100% mogę powiedzieć, że się udało.
Ten rok przyniósł ogrom nowości, świeżości. Choć większość z tych świeżości to tylko odgrzewane, albo odmrażane przyjemności. Jak kolejny Woodstock z moją ukochaną bandą, z którą widuję się tylko raz w roku.. W 2015 też się widzimy!
Zyskałam kogoś wspaniałego, kto jest podporą w każdym smutku i radości.
Straciłam kogoś wspaniałego, tak dla równowagi. Czy żałuję? Ciężko powiedzieć. Nie było to coś czego oczekiwałam. Przyznam szczerze, że nie lubię mieć wrogów, zwłaszcza takich, którzy nienawidzą mnie za nic.
Uwolniłam się z okowów, ale zaplątałam się w kolejne. Również swego rodzaju równowaga. Przyznam, że taki splot cierpienia i radości, ekscytacji, żądzy i beznadziejności napawa mnie swego rodzaju siłą, ale i odpompowuje z wszelakiego rodzaju uczuciowości. Chyba żaden rok nie był tak bardzo nieromantyczny jak ten. W drugiej połowie wyplułam wszystkie wielkie uniesienia, które zyskałam w tej pierwszej.
No tak.. Uniesienia, żądze. Wchodzę w nowy rok w bagażem, którego nie zrzuciłam, bo zrzucić nie zamierzałam. Bagaż ten nauczył, zranił i spowodował, że coraz więcej widzę, coraz bardziej dostrzegam.
Lubię ból. W każdej postaci napawa mnie radością. Nie z powodu odczuwania, ale tego, że jest sens. Każdy ból powoduje lawinę przemyśleń, decyzji, zmian, doświadczeń. A kojenie go to jak balsamiczny miód na poranione gardło.
No tak.. ten rok obfitował, w moim przypadku, w choróbska. Zwłaszcza gardła. Nawet tegoroczny Sylwester spędziłam chrypiąc i z nieprzyjemnym ogniem w okolicy strun głosowych. Zioła pomagają, więc się nimi usilnie nawadniam.
Jakie mam postanowienia?
Oj.. długo by wymieniać. Niektóre pochodzą jeszcze z tamtego roku, niektóre są całkiem świeże. Jedno wiem na pewno.
W tym roku osiągnę więcej niż w poprzednim. Dlaczego?
Bo czemu nie!