2 listopada 2015

Myśl 65

Przez moment, znowu oddzielona od swojego ciała, lawirowałam gdzieś między istnieniem a zagładą.
Nawet przez chwilę nie zastanawiałam się nad tym czy patrzeć w dół.
Ślepe oczy błądziły po obcych twarzach, choć istnienia ich nie byłam w stanie potwierdzić.
I z tego tłumu wyłonił się ktoś realny.
Postać tak jasna, że wzrok mimowolnie tracił ostrość.
Postać tak głośna, że dłonie mimowolnie zasłaniały uszy.
Postać tak miękka, że policzki pragnęły wtulić się w tą miękkość.
Palce chciały czuć miękkość skóry, uszy słyszeć głos, a język smakować rozkosz.
Nagle uświadomiłam sobie, że odzyskałam ciało wraz z jego wszystkimi słabościami. Zabolały przetarcia na kolanach, oczy zapiekły, chwilę przed wypuszczeniem łez. Paznokcie trzasnęły tuż po wbiciu się w obcą skórę.
A uszy?
Uszy słuchały bicia serca, które miarowo wybijało kroki uciekającej postaci... Nie była bóstwem. Jedynie małym chochlikiem, który wkradł się boleśnie w mój koszmarny sen.
Chcę się już obudzić..

1 września 2015

myśl 64

No i koniec, a zarazem początek.
W momencie zmiany miejsca zamieszkania na portalu społecznościowym, pękła we mnie jakaś struna. Dotychczas cieszyłam się i zostawiałam całe poprzednie życie za sobą. Oczywiście życie to nie znaczy przyjaciół. A może właśnie znaczy? Dopiero miesiąc po wyprowadzce z poprzedniego domu doszło do mnie, że już zamknęłam te drzwi.
Co czuję? Przerażenie, ulgę, tęsknotę, radość, poczucie zagubienia, ale i pewność, że postąpiłam dobrze. Teraz świat będzie dużo trudniejszy, a zarazem dużo bardziej interesujący. Teraz wszystko będzie wymagać, a ja zatracę się w wykonywaniu owych wymagań. Ambicja mnie rozpiera i mam wrażenie, że zaraz wybuchnę od niej, niczym przepompowany balon.
Nie miałam ostatnio weny do pisania notek. Dziś w sumie też nie powstało nic zaskakującego, lirycznego, czy nawet spójnego. Nic co byłoby ładne, obrzydliwe, jakiekolwiek.
Jest tylko zagubienie pomiędzy tęsknotą, a przygodą.

12 lipca 2015

Myśl 62

Powróciłam na stare, obrzydliwe włości, które wywołują u mnie chęć wyrzygania wszystkich swoich wnętrzności.
Znienawidziłam to miejsce, bo zbyt długo trzyma mnie w swoich szponach, raniąc mi skórę i niszcząc emocje.
Zagubiłam się i odnalazłam daleko skąd. Nie czeka mnie tu nic. Tam również. Ale tamtego miejsca jeszcze nie poznałam. Jeszcze nie darzę go nienawiścią.
Nie mam domu. Zniknął gdzieś i choć nadal nazywam To miejsce domem, to dawno czuję się jak w więzieniu.
Dni dzielą mnie od ucieczki i tylko tą myślą żyję. Ucieczka od tego co tak boli.
Stałam się tchórzem, który nieustannie chowa się przez biczem swojego oprawcy.
Zamiast obrócić się na pięcie i odejść, wolę kulić się w kącie i czekać na kolejne baty.
Nie czuć się samej. Poczuć swoje bijące serce i zostawić za sobą to wszystko co boli i rozrywa.
Wystarczy blizn, wystarczy siąpiącej ropy, która ciągle śmierdzi mi umarlakiem.
Zacząć żyć! Sięgać ku nowemu. Nie słuchać innych, słuchać siebie.

5 lipca 2015

Myśl 61

Świat przestał istnieć. Czerstwy chleb, złoty napój i piasek między zębami. A wszystko przyprawione żarem z nieba i spójnymi dźwiękami z maleńkiej sceny oddalonej od mojego ciała o jakieś 100 metrów. Zaraz zajdzie słońce. W tym miejscu zachód to śmierć zagubiona wśród sezonowych drzew. Sekundy trwa przemijanie dnia. Zaczyna królować noc. I w tym miejscu chcę leżeć, aż nastanie ciemność, a twarz moja stanie się znów szara i nierozpoznawalna. Zaczynając podróż kończę stary porządek. Jeszcze chwila i rozpłynę się w żalu. W żalu, bo nie potrafię wyrazić samej siebie. Bo nie potrafię się sobą cieszyć, choć otacza mnie szczęście chwili.

5 maja 2015

Myśl 60

Cicha melodia delikatnie muska moje zmysły. Patrzę beznamiętnie w monitor, choć w głębi gotuje się we mnie lawa nienawiści. Wiedziałam, że w końcu trzaśnie lodowa powłoka jaką owinęłam się skrzętnie dawno temu. Nie umiem pogodzić się z własnymi decyzjami. I choć przyniosę kolejną szklankę wódki z lodem. Choć wypiję ją duszkiem w nadziei, że przyniesie ukojenie. Nie zrobi tego. Z bólem głowy położę się spać. A przed snem jeszcze raz policzę dokładnie ile dni mi zostało. Wczoraj było ich 94. 94 dni udręki z samą sobą, bez możliwości ucieczki.. 94 dni egzystencji w oczekiwaniu, stagnacji, tęsknoty za nieodkrytym. Zerwę więzi jakie mnie trzymają i ucieknę, może jako tchórz, a może jako wojownik szukający szczęścia. Choć przyznaje... uciekam, bo zbiera mi się na wymioty, kiedy słyszę skrzek wrony, a jej spojrzenie przeszywa mnie nieuchronnie i dogłębnie. Dziobem przebija moją lodową powłokę, a kiedy jej się to uda, ucieknie z nieukrywaną radością, do swojego bezpiecznego szczęśliwego gniazda zostawiając moją duszę rozdrapaną i z kawałkach.
Do bani..

3 maja 2015

Myśl 59

Męcząca noc. Otaczał mnie słodki zapach, zachłysnęłam się nim dogłębnie. Obudziły mnie dreszcze. Nie chciałam wypuszczać wspaniałej woni z siebie. Potem przyszło odrętwienie. Zimny podmuch pacnął mnie prosto w twarz i z nieukrywanym trudem i zadowoleniem wyssał ze mnie resztki mojej spuścizny. Opuściłam twarz, a włosy zsunęły się zakrywając rumieniec wstydu.
Tak bardzo się pomyliłam. Tak głęboko wierzyłam, że woń, której pragnę da mi ukojenie. W rzeczywistości rozerwała mnie na strzępy. Pogubiłam oczy, dłonie i serce. Na szczęście mózg odnalazłam i skrzętnie wsunęłam go z powrotem w okowy, zakrywając szczelnie grubymi włosami.
Przemijanie trwa, a wraz z nim upływa ze mnie cała dominująca we mnie kakofonia kłamstw. Ukrywała się w głębi mojego serca.
Chwilę temu wydawało mi się, że mogę rozumieć, mogę być i współistnieć, ale tak na prawdę nadajemy na innych falach, na innych głębokościach doznań. Po jednej stronie stoję ja, po drugiej zastępy współistnienia. Choćbym nie wiem jaki krok zrobiła, skoczyła, przeleciała, to strona moja nie ma końca. Nawet gdy znajduję nić porozumienia, gdy łapię kawałek srebrnej nitki i idę wzdłuż niej, szukając drugiego końca. Nie ma drugiego końca, a pęcherze na moich stopach przeradzają się w pulsującą katorgę umierania. Nie idę, nie mam już siły. Zostaje po swojej stronie, tworząc wizję świata idealnego.

Mimochodem, przypadkiem, nieumyślnie.. zatopiłam się w spazmie nienawiści. Zazdrość zaślepiła duszę, a wraz z tym uwolnił się demon. Była noc, przez przednią szybę samochodu zaglądał przyjaciel. Jaśnie wielce nam panujący księżyc, który wzmaga pragnienie. Pragnienie nigdy nie spełnione do końca.

22 marca 2015

Myśl 58

http://mimimbla.blox.pl/2011/08/Moja-przyjaciolka-Wrona.html


Mmm.. 
Słońce za oknem wlewa się do pokoju. 
Chłodne powietrze sunie po zadrapaniu na karku. 
Nogi pod kocem.
Serial włączony.
Mięśnie drżą, 
a zawroty w głowie uniemożliwiają szybki ruch nawet dłonią.
15:30 na zegarku. 
Nic nie zrobiłam, choć powinnam.
Cóż.. To zdecydowanie nie jest dzień na pracę.
Raczej na łapanie wron za ogony,
bo jeszcze uciekną..

17 marca 2015

myśl 57

Przyznaje się bez bicia.
No, zakochałam się!
No, po uszy...
No, nie mogę przestać o nim myśleć.
Jest tak idealny.
Kuszący.
Sprawia, że po plecach przelatują dreszcze...
Oczy błyszczą, jak dwie gwiazdeczki.
Ślina napływa w okolice kącików ust.
Tak bardzo pragnę go zobaczyć po raz kolejny.
Zanurzyć się w jego ramiona.
Poczuć jego zapach.
Spoglądać na niego, kiedy się przede mną pręży,
W całej swej okazałości.
Zanurzyć się w wir wydarzeń,
Chwilowo zapomnieć.
O tym co czeka mnie w domu.
O starym kochanku, który wita mnie
Swoimi upośledzonymi dłońmi.
Do którego czuję już tylko obrzydzenie.
On przestaje być dla mnie.
Już nie umiem przy nim sypiać
Żyć z nim ramię w ramię.

26 lutego 2015

Myśl 56

Zagubiłam się w swoim planie idealnym.
Przez chwilę myślałam, że nad tym panuje.
Mimowolnie wszystko zaczęło się sypać, 
kiedy Cię zobaczyłam.
Nagle wszystko co robiłam, 
żeby się wewnętrznie zabić, 
przestało mieć znaczenie.
Jedyne czego pragnę, 
to zamknąć te wszystkie chwile w pudełko 
i wyciągać każdą pojedynczo.
Rozpakowywać niczym czekoladki z nadzieniem.
Powoli rozchylić sreberko i wsunąć słodką czekoladę do ust.
Poczekać aż rozpłynie się od ciepła i wilgotności śliny.
Doczekać się kulminacyjnej chwili.
To co tak ulotne, a tak niezapomniane.
Złapać ostatni smak, ostatni zapach.
Zamknąć pudełko i sięgnąć po nie następnym razem. 
I tak od nowa.
Za każdym razem odkrywając coś nowego.
Coś co sprawia, że diament w piersi kruszeje.
Pęka lodowa powłoka.

25 lutego 2015

Myśl 55





- [...] ja chociaż mam dziewczynę!
- Ej! Ja mam trzech!!!
- A ja mam chemię i stworzyłem ostatnio kilkadziesiąt związków!


Dabum Tsss! Jest zwycięzcą...

24 lutego 2015

Myśl 54








- Zajebistą mam koszulę, prawda?

- Tak, zajebistą. Choć, sprawdzimy jak będzie wyglądać na podłodze.

I sprawdził...

23 lutego 2015

Myśl 53

Nie mów mi jak mam żyć!
Bo życie to nie cukierkowe pole,
gdzie miłość rośnie na każdym skrawku zieloniutkiej trawy.
Nie mów mi jak mam żyć, bo nie zmienisz nic.
I tak zrobię swoje.
Na przekór Tobie i każdemu innemu.
Nie oceniaj mnie, bo nie masz do tego najmniejszego prawa.
Wyrywam każdy kwiatek, z tego wyimaginowanego pola,
już od bardzo dawna.
Twoje pole może być usłane sztucznymi kwiatami.
Które nigdy nie zwiędną i cieszyć oko będą po wieczność.
Ja ucinam im główki, aby zostały same badyle.
Bo dlaczego zakazujesz mi zadawać im krzywdę?
Czy fakt, że czerpie z tego zyski samolubne, Cię przeraża?
Jeśli tak, to dobrze.
Powinno.
Jednak nie oceniaj mnie.
Jeśli mam dostać za swoje, to dostanę.
Jeśli mam kogoś skrzywdzić, to i tak skrzywdzę.
Jeśli mam być sobą, nie staraj się tego zmienić.
Bo jestem wewnątrz pusta i nie pragnę tego zmienić.
Póki ten jedyny, prawdziwy kwiat nie zakwitnie...

16 lutego 2015

Myśl 52

Nie znamy się.
Wymieniliśmy dosłownie kilka spojrzeń.
Zadaliśmy sobie kilkanaście pytań i daliśmy o kilka mniej odpowiedzi.
Jednak, kiedy się zbliżyłeś, to tak jakby wsadzono mnie do kubła z wodą i wbito mi w czaszkę kable pod napięciem.
Pierwsze wrażenie? Poczułam jak coś trzyma mnie mocno za ramiona i nie pozwala się zbliżyć.
Czemu się dziwić? Takich typów winno się omijać wielkim łukiem.
Ty jednak tworzysz iluzje wokół siebie. Iluzję, która mylnie interpretuje Ciebie.
Ale zaraz!
Czy rzeczywiście mylnie? Może chcesz, aby świat Cię takim odbierał.
A odbiera, bo wrzeszczysz wszystkim co masz. Swoim strojem, wizerunkiem, mimiką. Nic dziwnego, że intuicja daje mi czerwone światło i każe siedzieć daleko od Ciebie.
Jestem jednak typem człowieka, który, im bardziej go odpycha, tym bardziej pragnie wgłębiać się, penetrować.
Zbliża się na niebezpieczną odległość.
Wchodzi głęboko między zwoje mózgu i duszę.
Poznałam Cię jeszcze  przed tym jak zobaczyłam Twą grę i całe panoptikum masek na Twej twarzy. Sam pokazałeś swoje "ja" i nie trudno było je odkryć.
Jesteś w tym teatrze cholernie dobry. Słowa uznania.
Niczym wilk przemierzasz ciemny las, w poszukiwaniu ciepłego, młodego, kobiecego mięsa.
Im większe napady drgawek, tym więcej Cię pragnę.
Uważaj, bo potrafisz uzależniać... ale Ty to przecież wiesz..

17 stycznia 2015

Myśl 51

- Ty jesteś dla niego jak Słońce. On może być jakąś dalszą planetą, ale to i tak wszystkie krążą wokół ciebie i ty jesteś najjaśniejsza.

Chwilami mam wrażenie, że jestem jakimś małym, nieważnym księżycem, który jest kolejnym do kolekcji. Niczym 67 księżyców Jowisza, wiruje wokół wielkiej masy, niewidoczna gołym okiem.
Było mi ostatnio dane widzieć go w całej okazałości. Olbrzymią gazową kulę, wokół której kręci się ogrom mniejszych kuleczek. Widoczne były tylko cztery, co i tak wprowadziło mnie w zachwyt.
I ja, mała ja. Porównana dziś do Słońca.. Olbrzyma, jeszcze większego, jeszcze ważniejszego.
Nie wiem czy czuję zachwyt, czy wstyd..
Ale porównanie trafne.
Jestem dla Niego jak życiodajne Słońce..
Beze mnie umrze w katuszach i ciemności.
Hej! Jestem Słońcem! O.O

6 stycznia 2015

Myśl 50

No i dobiłam 50-tki. Kto by pomyślał, że aż tyle postów uda mi się spłodzić. Cóż, wena nie odpuszcza tylko w jałowych tekstach, a tam gdzie jest potrzebna, na przekór ucieka spod palców.
Czuję się coraz gorzej, a winno być odwrotnie. Przecież wszystko robię prawidłowo. Jem więcej zieleniny, rano krótka rozgrzewka, piję wystarczającą ilość napojów i staram się motywować do działania. Zamiast lepszej mnie, dostaję beznadziejność i skomlenie z powodu bólu wszystkiego. Robię coś nie tak? Przecież staram się obudzić z tego pieprzonego letargu. Dać upust pieprzonym humorom. Nie mam siły na nic. Jestem wypompowana i najchętniej schowałabym się pod kołdrę i wtuliła się w słodkawy zapach, mieszankę goryczy laski wanilii i opium, w mieszankę cierpienia i ekstazy.
A może właśnie w tym zapachu znajdę motywację? Może właśnie on spowoduje, że zacznę żyć, egzystować na prawdę. Niech znowu owieje mnie swoją wspaniałością, bo pragnę go, niczym narkoman pragnie pełnej strzykawki. Jestem ćpunem. Ćpunem na głodzie.

1 stycznia 2015

Myśl 49

Gdybym chciała podsumować ten rok, było by tyle pisania.. Tyle się działo. Chyba zbyt leniwa na to jestem. Chociaż spróbuję..

Rok zaczął się w Sylwestra. Dokładnie 366 dni temu. Z paczką, z którą, w większości, wylądowałam i na tegorocznym Sylwestrze. Kogoś jednak zabrakło. Chyba już w 100% mogę powiedzieć, że się udało.
Ten rok przyniósł ogrom nowości, świeżości. Choć większość z tych świeżości to tylko odgrzewane, albo odmrażane przyjemności. Jak kolejny Woodstock z moją ukochaną bandą, z którą widuję się tylko raz w roku.. W 2015 też się widzimy!
Zyskałam kogoś wspaniałego, kto jest podporą w każdym smutku i radości.
Straciłam kogoś wspaniałego, tak dla równowagi. Czy żałuję? Ciężko powiedzieć. Nie było to coś czego oczekiwałam. Przyznam szczerze, że nie lubię mieć wrogów, zwłaszcza takich, którzy nienawidzą mnie za nic.
Uwolniłam się z okowów, ale zaplątałam się w kolejne. Również swego rodzaju równowaga. Przyznam, że taki splot cierpienia i radości, ekscytacji, żądzy i beznadziejności napawa mnie swego rodzaju siłą, ale i odpompowuje z wszelakiego rodzaju uczuciowości. Chyba żaden rok nie był tak bardzo nieromantyczny jak ten. W drugiej połowie wyplułam wszystkie wielkie uniesienia, które zyskałam w tej pierwszej.
No tak.. Uniesienia, żądze. Wchodzę w nowy rok w bagażem, którego nie zrzuciłam, bo zrzucić nie zamierzałam. Bagaż ten nauczył, zranił i spowodował, że coraz więcej widzę, coraz bardziej dostrzegam.
Lubię ból. W każdej postaci napawa mnie radością. Nie z powodu odczuwania, ale tego, że jest sens. Każdy ból powoduje lawinę przemyśleń, decyzji, zmian, doświadczeń. A kojenie go to jak balsamiczny miód na poranione gardło.
No tak.. ten rok obfitował, w moim przypadku, w choróbska. Zwłaszcza gardła. Nawet tegoroczny Sylwester spędziłam chrypiąc i z nieprzyjemnym ogniem w okolicy strun głosowych. Zioła pomagają, więc się nimi usilnie nawadniam.
Jakie mam postanowienia?
Oj.. długo by wymieniać. Niektóre pochodzą jeszcze z tamtego roku, niektóre są całkiem świeże. Jedno wiem na pewno.
W tym roku osiągnę więcej niż w poprzednim. Dlaczego?
Bo czemu nie!