31 sierpnia 2014

Myśl nr 35

Tak. Cały mój świat legł w gruzach. Jak domek z kart złożył się i muszę teraz zakasać rękawy i zacząć składać go od nowa. W momencie uświadomienia sobie, że wszyscy ludzie, których cenię, podziwiam, którzy mnie onieśmielają i są niczym bóstwo, nadal są ludźmi, zbiera mnie na wymioty. Są ludźmi z krwi i kości. Bez fajerwerków. Lepiej! Są tacy sami jak ja, a czasem nawet gorsi. Mają wady, na które, kiedy już je dojrzę, patrzę z obrzydzeniem. Mają ludzką stronę, której nie zauważam pod osłoną swoich własnych wizji i poszukiwań człowieka idealnego. Kiedy uderza mnie zwykłość moich ideałów, mam ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu, który odczuwam sama przed sobą. Zatopić się w żałobie po niedoszłym bohaterze mojego życia i poszukiwać dalej, zawodząc się na każdym kroku. Ale nie! Nieosiągalne staje się zwyczajnym tylko przeze mnie. Przez moje chore umniejszanie swojej jednostki, staję się tak samo upośledzona. Gdzie tu jest sens? Jak odnaleźć złoty środek, jeśli usilnie chce się pnąć w górę i w górę. Zawsze znajdzie się jakiś napierdolony gość, który przestanie być ikoną, a stanie się biednym, żałosnym człowieczkiem..

26 sierpnia 2014

Myśl nr 34

Leżąc w pozycji embrionalnej zatapia się w dźwiękach, które głucho bębnią o ścianki jej mózgu. Przysuwając nos do materiału czuje jego właściciela. Słodkawy zapach skóry, zmieszany ze sztucznym barwnikiem, rozchodzi się aż dreszcz przeszywa ciało, a skóra zakrapia się gęsią skórką. Jej narządy rozrywają się, aż odczuwa ból. Lubi ten rodzaj cierpienia. To tak jakby ktoś przyduszał ją dłonią, a ona próbując złapać oddech wdycha jedynie woń skóry. Nie wie skąd wziął się owy materiał w jej dłoniach, ale zna ten zapach dobrze. Zbyt dobrze. Zamykając oczy zaczyna przeszukiwać zakamarki swoich wspomnień, aby odgadnąć do kogo należy delikatnie słodkawy aromat.
"Zabawna sytuacja"- przechodzi jej przez myśl- "Niektóre osoby rozpoznają świat oczami, dla niektórych zaś dźwięk jest obrazem rzeczywistości. Czym ja jestem? Współczesnym Jeanem- Baptiste Grenouille? Czy też rozszarpią mnie na strzępy?". Nie.. Ona się nie wychyla. Przeżyje długo, bo to właśnie wyśniła ostatniej nocy. Ostatnio dużo śni.
Powieść Patricka Süskinda przyczyniła się do rozwinięcia jej słownika zapachów, ale Jean-Baptista nienawidziła od pierwszego spotkania. A spotkała go na kartkach papieru. Potem w snach, gdzie był jej mistrzem. Kierował ją po ścieżkach zawiłości i niezrozumienia związanego z kakofonią uciążliwych dźwięków, chichotem zbyt perwersyjnych obrazów i zbyt prozaicznych słów. Nienawiść do niego potęgowała tylko chęć poznania go jeszcze bardziej, jeszcze głębiej.
Uśmiechnęła się na wspomnienie "tych" czasów. Czasów pogardy do powierzchowności słów jakie wypowiadała i słyszała. Po dziś dzień została jej pewna blizna, która pulsuje w momencie wypowiadania majestatycznych liryk opisujących coś, czego opisywać jej nie wolno.
Dziś zna tyle zapachów ilu spotkała w życiu ludzi i przedmiotów. Każda rzecz, i każda istota pachną inaczej. To odróżnia świnie od gołębi i skurwysynów od aniołów. To właśnie przyciąga ją do pewnych osób, a od innych odpycha. To właśnie dlatego przytula ludzi na przywitanie, daje jej możliwość poznania człowieka na prawdę, od nowa.
Przed oczami staje jej dom rodzinny. Uwielbia zapach wina wiśniowego, które stoi w barku u jej rodziców. Zakazała je komukolwiek pić. To jej wino, które z każdym otwarciem zaskakuje całkiem nową mieszanką zapachów. Uwielbia zapach wypranej przez jej babcię pościeli. Nie wie po dziś dzień dlaczego pachnie tak niezwykle. Uwielbia zapach asfaltu, kiedy ten topi się od gorącego słońca. Uwielbia aromaty skóry niektórych ludzi. A są to zapachy specyficzne. Zwykle słodkawe niczym świeżo skruszona laska wanilii połączona z mokrym drewnem znad rzeki. Tak też pachnie materiał, który przylega do jej skóry. Niewiele osób tak pachnie, ale każdy z nich był kimś niezwykłym i pozostaje w jej pamięci na długo. Chciałaby przypomnieć sobie do kogo należy bukiet przeszywający teraz każdy jej narząd. Rozdzierająca ją od środka ciekawość sprawia jej przyjemność taką samą jak wdychanie każdej cząstki materiału. Wspomnienia kłębią się w jej głowie niczym pocięty na kawałki film. Nie ma tam jednak żadnego bohatera, ani nawet małej podpowiedzi. Jest tylko słodkawy zapach dłoni, która zaciska się wokół jej ust.

24 sierpnia 2014

Myśl nr 33

Hej! A gdybym tak zmieniła się całkiem?
Pofarbowała włosy na jednolity kolor.
Zaczęła ubierać się tak, jak ubierają się zwykłe, szare masy, które widuję na ulicy.
Gdybym zachowywała się zupełnie inaczej niż teraz?
Gdyby nie śmieszył mnie czarny humor?
Gdybym znalazła pełno tematów tabu, na które "nie wypada rozmawiać?
Gdybym nie była tak otwarta i gadatliwa?
Gdybym przestała pić alkohol, palić papierosy?
Gdybym zaczęła słuchać popularnej muzyki popowej, bądź disco polo?
Gdybym zaczęła chodzić na dyskoteki co sobotę?
A co niedzielę do kościoła, do spowiedzi?
To czy nadal widziałbyś mnie na ulicy i wołał w moją stronę "Cześć"?
Czy nadal byłabym sobą w Twoich oczach?
A może wręcz przeciwnie, może przestałabym udawać?
Czy myślałbyś o mnie tak samo?
Czy byłabym nadal tak "zajebistą dziewczyną" jak zwykłeś mnie zwać?
Hej! Nie odwracaj oczu!
To pytania zadane właśnie Tobie! Nie boisz się odpowiedzieć?

15 sierpnia 2014

Myśl nr 32

- Hm?
- Tak sobie myślę..
- O czym?
- O moich związkach.
- Co takiego wymyśliłeś?
- Każda moja była coś spieprzyła..
- Co ja spieprzyłam?
- Byłaś zbyt dobra. A dobro wygrywa ze złem tylko w bajkach..
- Lepiej być tym złym?
- Nie. Ale łatwiej.



Tyle lat minęło odkąd uświadomiłeś mi,
że w Twoich oczach, moją jedyną wadą jest dobroć w sercu.
Pamiętam tę rozmowę, jakby odbyła się wczoraj, a nie 6 lat temu.
Gdybym miała wyjaśnić Ci dlaczego taka jestem, zamilkłabym, zaczerwieniona ze wstydu.
Moja dobroć jest wadą, z którą nie uporałam się przez całe 22 lata.
Od 6 lat żyję w świadomości tej choroby.
Jedynym lekarstwem na to cholerstwo jest złość.
Czasem się udaje.
Kolejny raz jestem zła.
Zła na Was wszystkich.
Zła dla Was wszystkich.
Dla WAS...
Tych moich WAS.